Cześć Łukasz.pisze do ciebie,ponieważ nie wiem co robic i jak to zrobić.nie mogę odejść od męża,a bardzo chce.i tu nie chodzi o materialną sytuacje…poprostu mi go szkoda,że on zostanie sam.jest bardzo dobrym człowiekiem o wielkim sercu,a ja nie czuje już tego co czułam wcześniej.mam depresję,przytłacza mnie to wszystko.depresji dostałam z ciazy urojonej.lecze się u Odejście od alkoholika – odpowiada Mgr Justyna Piątkowska Agresja i pobicia żony przez męża alkoholika – odpowiada Mgr Patrycja Stajer Co zrobić z takim zachowaniem teścia, który jest alkoholikiem? I trzeba je ratować, bo psychika trzaśnie". W ciągu ostatnich miesięcy choroby męża zobaczyłam, że to nieprawda, co mówią, że medycyna znalazła lek na każdy ból. W skali od jednego do dziesięciu, gdy pojawia się poziom dziewiąty, nie ma antidotum. Razem z bólem przestaje istnieć człowiek. Zamienia się w szmacianą lalkę. Dlatego piszę o czym mogę i o czym chcę. O zdradzie. Chciałabym wiedzieć, czy któraś z Was też jej doświadczyła. Na pewno. To może inaczej… Czy któraś z Was, też się do tego przyzna? Chciałabym, by choć parę osób przyznało, że było w podobnej sytuacji. Zdradziłam swojego męża. To dobry człowiek. Uczciwy, spokojny i Od ponad roku chcę od niego odejść. Niestety chociaż podjęłam już decyzję i nie czuję do niego nic oprócz sentymentu, nie potrafię. Kończy 91 lat. Ma sporo młodszego męża. Więcej: Chcę odejść od męża. Przemoc psychiczna wobec dzieci. Świadkami, ale również i ofiarami przemocy często są dzieci. W zakresie ustalenia zachowania męża w stosunku do małoletnich należy odpowiedzieć na poniższe pytania: Czy mąż stosował wobec dzieci przemoc fizyczną? Rafał powiedział kiedyś swojej matce: „Taty problem, to żaden problem. Jestem w tym o wiele głębiej od niego”. Monika nie wierzy, że alkoholizm to choroba. – Choroba to nowotwór. Nie masz na nią wpływu. Alkoholizm to wybór. To ty pozwalasz, żeby kieliszek kierował twoim życiem, żebyś był od niego zależny. Rozwód z winy męża alkoholika Pierwszym z rozwiązań, które jest zarazem najdalej idące w skutkach, jest wystąpienie do sądu z żądaniem rozwodu. Możesz to zrobić, jeżeli nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia , a rozwód nie będzie sprzeczny z dobrem małoletnich dzieci oraz zasadami współżycia społecznego. odpowiedź 17 października 2014 przez użytkownika aniunia811 (48,406) +11 głosów. Z alkoholikiem nie da się żyć. A zaszkodzisz dziecku. Wiem to z własnego doświadczenia. Moja Matka nie chciała odejść od męża alkoholika aż w końcu nas pozabierali - wszystkich. Wiem, że miłość czasami silniejsza ale moim zdaniem życie z Miłość żywiona do psychopaty jest wyjątkowo silna, ponieważ kobiety kochają się w słowach. Psychopaci są charyzmatyczni i bardziej odporni na stres i lęk. Potrafią kłamać w żywe oczy. Kiedy w ich życiu pojawia się dziecko, okazują troskę, jednakże są zarazem zazdrośni. Każdy dzień przynosi coś innego i nowego. RT5DW. Kochani, zapewne taki temat przewinął się tu już wcześniej. Jednak z względu na to że duzo mnie kosztuje zachowanie spokpju staram się unikać czytania zbyt wielu historii innych. Tym bardziej że jestem nerwicowiec i wiele sobie umiem wmówić ;) Dlatego też postanowiłam załozyc nowyć temat. Postaram się go prowadzić bo temat trudny a zbyt wiele o tym w siecie nie znalazłam. Może komuś się to kiedyś przyda, może podniesie kiedyś jakąś dziewczynę na duchu że nie jest sama. Ja - Marianna 33 lata, wrażliwa, za wrażliwa, DDD, po 9 latach zycia z alkoholikiem. Nie umiem nikomu zrobić przykrości, nie umiem sie odgryźć, jestem mało asertywna. Wychowana przez nadopiekuńczą mamę. W domu robiłam za dziecko o ojca ;) I tak... w grudniu 2013 wyprosilam czynnego alkoholika z domu, po 2 miesiacach kiedy ponownie u mnie zamieszkał. Zamieszkał bo chciałam mu pomóc. Na terapię poszłam dopiero w styczniu 2014. Taka sytuacja - wypraszam męża ze łazami w oczach i za atakiem lęku paniki i depresji. Z zerowymi już siłami do zycia. Z myślami samobojzymi - gdyz wydawało mi się że nie ma już wyjscia z tej sytuacj. On udawał że sie stara a ja bez grosza i bez pracy. Mam tylko mieszkanie. Wiec wypraszam go już ostatkiem sił. Na drugi dzień dostaje pierwszy atak autoagresji. Mam ochote coś sobie zrobić. Ochota to mało powiedziane. Czuje przymus. To sa chwile, momenty ale sa tak straszne że zostaja mi w pamieci. Z tego robi się nerwica nastretnych mysli i obsesja że zwariuje i coś sobie zrobię. Mam typowy zespół odstawienny. (uzależnienie od męża) Pytam sama siebie po co jestem na tym swiecie, mam sraszne mysli o zyciu, o sensie zycia, w ogole o wszystkim. Czuje ze juz nie moge patrzec na ten swiat, ze tego nie wytrzymam. Tak mijaja miesiace. Teraz jest juz sierpien 2014, od rozstania minelo 7 miesiecy. 6 miesiecy terapii. Zniknely ataki paniki, lęki. nawet jesli wracaja to juz nie tak silne. Zniknela potrzeba autodestrukcji ale własnie nie do konca. Dzis to znowu poczulam, przez chwilę, po zobaczeniu zdjecia krzywdzonych zwierząt. Mam jeszcze poczucie winy. Maż mi nie ulatwia sprawy, atakuje, wymaga, żąda, prosi, błaga, znowu atakuje, krytykuje. Wzbudza we mnie poczucie winy. Myśle ze to jest reakcja na to wszystko, bardzo powoli zaczynam widzieć co on robi i jak jest toksyczny w tym. Jak próbuje stłamsic moja wolna wolę, godność, wolność. Chwilami mam dosc juz tego zycia i nienaidze go, ale mam zbyt wiele dobrego w sobie żeby odpuscic. Walcze o siebie. Czy są tu kobiety które miały mysli autodestrukcyjne i wyszły z tego? Nie chodzi o same myśli ale chwile słabości, przymus zrobienia tego. Oczywiscie byłam z tym u psychiatry. Powiedziała że to powinno minąć, że to jest wynik tego że nie jestem otwarcie zła i agresywna w stosunku do męża tylko wszystko trzymam w sobie. Poza tym wciąż mam poczucie winy, choć logicznie ciężko mi wytłumaczyć dlaczego. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Ostatnia edycja: przez marianna80. Psychoterapeutka której książkę ostatnio przeczytałam leczyła się ze współuzależnienia 6 lat więc to trochę trwa ja jestem na początku drogi ty raczej też ale nie poddajemy się prawda? , Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. odpowiem i to chetnie,czasami nachodza mnie mysli ze np udusze mateusza -po chwili zdaje sobie sprawe ze to obled i nerwica,co mnie najbardziej przeraza mysl ze jestem slaba warjatka co nie moze sobie dac rady w zyciu :roll: ,czytalas moze ksiazke Robin noorwood pod tytulem kobiety co kochaja za bardzo,tam jest spora czesc opisana o natrectwach ,mysli czynny i zawsze takowa mysl przewracan na pozytywnego cos np bog mnie kocha,jestem tego i tego warta,chcesie zabic-panie jezus zrodu dawida uwolniij powodzenia Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. witaj Marianno, nie mam takiego doświadczenia ale myślę tak jak Lona, ze wyjście z tego wymaga czasu. Może nawet jedna terapia nie wystarczy. Piszesz, ze jesteś też DDD. Często przyczyny naszych zachowań leżą w dzieciństwie, możliwe ze i u Ciebie też tak jest. Pozdrawiam serdecznie Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Witaj Marianna zapewne Tobie jest trudno zrozumieć dlaczego Ja od niedawna mam podobny stan i jedynym wytłumaczeniem jest fakt że znaliśmy się zbyt powierzchownie i gdy widzieliśmy się na początku co weekend to związek trwał,gdyż rozłąka przyciągała i każda wizyta była dla Nas osób samotnych kilka lat bardzo pozytywnym przeżyciem .Gdy zlikwidowano mój zakład a ja pracy w jej miejscowości nie bylem w stanie podjąć zaczęły się problemy,gdyż jak się nie ma pracy to trudno mieć pozytywne myślenie do tego doszły problemy z alimentami i trudne relacje z moimi że bardzo się starała dzieci moje ją nie akceptowały dlaczego tego nie wiem i nie bardzo mogłem na to wpłynąć gdyż to były osoby dorosłe czułem się z Tym tak z roku na rok relacje się pogarszały w końcu widząc że tej pracy nie mam szansy otrzymać wracam do siebie i ta decyzja w Naszym związku była to dzisiaj widzę najbliższą alternatywą wspólnego życia było pięć zapewne dalibyśmy radę gdyby nie odległość prawie 300 km pociągiem 4,5 godziny samochodem około 3,5,do tego niestabilność finansowa z mojej do rozwodu był fakt ze wróciliśmy do punktu wyjścia,nie po to wzięliśmy ślub by żyć mogłem coś zmienić na pewno tak bo mimo różnych zawirowań było bardzo ciekawych chwil i dni,które na zawsze będą w mej w każdym związku aby być szczęśliwym trzeba dobrej woli po obu stronach dlatego moim skromnym zdaniem wybrałaś mniejsze zło dla siebie i od dzisiaj dbaj o siebie i tylko o siebie A na smutek This message has an attachment image. Please log in or register to see it. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Tei książki o której piszesz nie czytałam jeszcze ja teraz skończyłam "Toksyczne związki ,anatomia i terapia współuzależnienia "napisała ją wybitna psychoterapeutka która też była współuzależniona szczerze polecem mi baaardzo pomogła zrozumieć mój stan i mojego .bo okazało się że on jest bardziej współuzależniony ode mnie bo od dzieciństwa a ty jesteś DDD więc myślę że też to ma korzenie w dzieciństwie ,a chodzisz na terapię dla współuzależnionych do psychoterapeuty od uzależnień i współuzależnień ? Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. glicynia dziękuję za piękne zdjęcie, czy to Twojego autorstwa? Mogę Cię tylko pocieszyć że ja rowniez nie mam pracy. Utrzymuje sie z rekodzieła. Wracając do tematu, od zawsze byłam bardzo wrażliwa. Nadwrażliwa. Decyzja o rozstaniu i rozwodzie padła na moje barki i to było dla mnie bardzo trudne. Nie przypominam sobie żebym w przszłości była w takim stanie, z takim natężeniem poczucia winy. Myślę że nie do końca sobie z tym umiałam poradzić, z emocjami sytuacją, stąd takie stany. Tym bardziej że wcześniej ich nie było choć od lat były mi ciężko i czułam się winna bo mąż pił, i co wrócił do domu to musiałam go wyganiać. Za co miał wielką pretensję. Dziś widzę że robiłam dobrze, tylko szkoda że tak późno poszłam na terapię. Jednak nie wiedziałam ze jest coś takiego jak współuzależnienie. Wydawało mi się oczywiście że to mąż musi się leczyć a ja powinnam przy nim trwać jako żona, wspierać, pilnować. Dziś wiem że jest zupełnie odwrotnie. Dzis jestem spokojnijesza ale jest mi po prostu ciężko. Jeszcze wiele pracy przede mną, no i ten rozwód. Czekam na pismo z data rozprawy. Chciałabym rozwieźć się na 1 sprawie i całkowicie zerwać kontakt z alko. To jedyne dobre wyjscie w tej sytuacji. Kazdy z nas musi sie zajac sobą sam. Oczywiscie mam niepokoje jak Sylwia, że sobie nie poradzę. Sylwia1975 - ja również miewam takie myśli, że jestem wariatką, że nie dam rady. Ale to są tylko myśli i tylko nerwica. U mnie mysli natretne mają postać autodestrukcyjną, agresywną a u Ciebie ta złość jest skierowana na zewnątrz, na partnera. To dobrze. Własnie to Ciebie uchroni przed tym co przeżywam ja. Takie myśli, natłok emocji to zupełnie naturalna reakcja psychiki z naszej sytuacji. Lona czytałam Twój watek wczoraj wieczorem, i od razu pomyślałam że dobrze sobie radzisz, że dobrze że pracujesz nad sobą, odnajdujesz siebie samą w tym. Swoje uczucia, swoje myśli zamiast trwac tylko w stanie który generuje taka sytuacja. Mój mąż nigdy nie probowal sie leczyć, nie był na terapii. Przeczytałam "Małżeństwo na lodzie" i "Koniec współuzależnienia". Czy ktoś ma ebooka "Toksyczne związki..." albo "Kobiety ktore kochaja za bardzo"? Ten tytuł chodzi za mna od dawna, moze powinnam go przeczytac. Na razie podpieralam sie tekstami z portalu "kobiecie serca". Bardzo wam wszystkim kibicuje w walce o siebie. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. kaszxeeee To ty sobie wspaniale radzisz ,jeszcze tylko pozbądź się tego poczucia winy bo chyba zakorzeniło się w tobie jak chwast ,"nie przez ciebie pił i nie dla ciebie przestanie"słyszałaś to zdanie ? Idziesz dobrą drogą ,rozmawiaj o tym poczuciu winy z terapeutą ,książkę mam papierową ,kupiłam w empiku w zeszłym miesiącu to może jeszcze można zamówić sprawdź na ich stronie Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. hejka te malozenstwo na lodzie to w formie digitalnej bo ja pdf i koniec wspouzalenienia proponuje wymniane kobietki Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Wlasnie ja skierowalm autregresje na siebie-nie swiadomnie ,moze ze jak szlam kolo wysokiego bloku czy mostu to sie zastanawialm jak to ny bylo jak bym sobie skoczyla...........albo jak to by bylo jak bym udusila synka malego ,potem sie przerazilam ze oszalalm i prosilam boga o uwolnienie mnie z obledu ze to nie jestem ja-tylko warjactwo,nie wiara w siebie i w BOGA ze sobie poradze w zyciu bez alkocholika. Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. to bardzo silne uzaleznienie od alkoholika dziewczyny. tak jak on nie moze rozstac sie z butelka chocby na 1 dzien tak wy nie mozecie rozstac sie z nim. :ojej: spoko mialam tak samo,wyszlam z tego ale nie obsesyjnie . w koncu zlozylam pozew o rozdzielczosc majatkowa,po roku terapii,po 4 latach na forum i w al anon. w zgodzie ze soba sama,nie targana zadnymi wyrzutami sumienia. Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. w koncu zlozylam pozew o rozdzielczosc majatkowa,po roku terapii,po 4 latach na forum i w al anon Nadzieja dodałaś mi tym wsparcie ,nawet nie wiesz jakie bo ja zamartwiałam się że robię różne rzeczy za wolno ,dziękuję Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. :-C czytam i ucze sie ucze wyodemnie ja od was ,zdajac sobie sprawe choc to przerazajace i lekliwe mysli -wiem ze nie oglupialam ,wiem ze jestem chora i ja po prawie 4 latach aal-anonu co nieco sie zmienia ,pare zeczy ale to nie moj watek,ja wywale jezeli bedzie potrzeba mojego alko..........na bruk,ale trzeba tak dzialc by corka nie mniala zalu i widzial eh ,nie chce byc zozla ale tez nie matka teresa Wszystko przemija nawet wczoraj ,nie warto zyc hstoria Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Dobrze wiedzieć, że "wariatek" jak ja jest wiele, że to nie moja wina...Że można to zmienić. Moja agresja najpierw skierowana na siebie, myśli samobójcze ( wręcz obsesyjne typu zostawie list że to wszystko przez niego ) później czynna agresja na niego, czy trzeźwy czy pijany, znienawidzony przeze mnie i Najważniejsze dziewczyny, że kiedyś będziemy wolne, wyzwolone spokojne i szczęsliwe Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Droga Marianno poruszylas temat ktory calkowicie mnie czytam twoja wypowiedz widze sama taki sam problem .Moj maz alkocholik niszczy moje zycie i dzieci juz ok10 lat wciaz obiecuje i manipuluje mna a ja sie daje bo mam taki charakter ze nie umiem go nie nawidziec za to wszystko .Byl na 4 odtrutkach 3 leczeniach zamknietych i nadal pije a ja wciaz sobie wmawiam ze on przestanie ,robi przerwy w piciu i zaczyna swoje ciagi alkocholowe jest bardzo arogancki i zle sie zachowuje jak pije .A ja wciaz sobie tlumaczylam ze to przejdzie i znow bedziemy szczesliwi .Teraz wiem ze to zludzenie utrzymywalo go w komforcie picia .4 razy zabrala go policja a ja go przyjmowalam i przebaczalam ciagle obiecywal ze teraz wszystko sie pije coraz wiecej i jest coraz gorzej wiem teraz ze musze odejsc albo mnie pograzy leki i nerwice nie moge nadal sobie wmawiac ze bedzie poprostu samo z siebie dobrze .To jest straszna choroba ktora wszystko niszczy Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. hej, mam podobny problem. mieszkam w Warszawie. może spotkamy się i pogadamy? Beata Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. Białaczereśnia...widzisz daty poprzednich postów?? Nie liczył bym na odzew w temacie rok (prawie) nieruszanym przez autora. ps. Może warto by zacząć pisanie na forum od powitalni??? Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji. fot. Adobe Stock Obca kobieta zapytała mnie, czy kocham mojego męża. Chciałam się oburzyć – jakim prawem o to pyta, przecież w ogóle mnie nie zna. Ale nie zrobiłam tego, bo sama dałam jej to prawo, dzwoniąc na telefon zaufania. Co mnie podkusiło? Po prostu musiałam z kimś pogadać, z kimś nieznajomym, kto zachowa naszą rozmowę w tajemnicy, kto nie wywlecze moich brudów, komu nie będę musiała patrzeć w oczy... No ale nie spodziewałam się takiego pytania... – Czy kocha pani męża? – usłyszałam i... rozłączyłam się bez słowa wyjaśnienia. Dlaczego? Bo to zabrzmiało jak zdrada. Jak mogłabym nie kochać? Jednak teraz, kiedy wieczorem siedzę przy oknie i wypatruję jego sylwetki na ulicy, zaczynam mieć wątpliwości... Jesteśmy 8 lat po ślubie, w pokoju obok śpi nasza córka, Iwonka, a ja siedzę z nosem przyklejonym do szyby i czekam na jego powrót. Ile już było takich wieczorów? Mnóstwo. Od dawna w ten sposób spędzam prawie każdy. Kiedyś, zanim urodziłam Iwonkę, denerwowałam się, gdy mąż późno wracał. Bałam, że przytrafiło mu się coś złego. „Może miał wypadek, może ktoś go napadł, może zasłabł?”. Chciałam, by już był w domu. Chodziłam po mieszkaniu, nasłuchiwałam jego kroków na klatce schodowej, wypatrywałam przez okno. Gdy na ulicy dostrzegałam jego sylwetkę, biegłam podgrzewać obiad. Potem, mieszając zupę w garnku, niecierpliwie nasłuchiwałam, czy już podchodzi do drzwi. Lubił, kiedy obiad był na stole w chwili, w której przekraczał próg domu. Równo ze zgrzytem klucza w drzwiach nalewałam zupę na talerz i zanosiłam do pokoju. Nie obchodziła go godzina – czy to było po południu, wieczorem, czy w nocy – obiad musiał być na stole. Czasem mimo to był niezadowolony. Trudno mu dogodzić, chociaż staram się, jak umiem najlepiej Przedłużający się zgrzyt klucza w zamku. Drżenie rąk, w których niosłam talerz. I jego pełen pretensji głos: – Specjalnie tak zamykasz drzwi, żebym nie mógł otworzyć. Szybko stawiałam talerz na stole i biegłam do przedpokoju przywitać mojego ukochanego. – Gdzie byłeś tak długo? – pytałam zmartwiona. – Skończyłeś pracę o 17, a jest 23. – Nie twoja sprawa – burczał i zwykle mnie odpychał. Czasem się potknęłam, uderzyłam ramieniem o wieszak. – Ale z ciebie niezdara... – uśmiechał się kpiąco. – Obiad jest? – zataczając się, szedł do pokoju. – Jest, jest – mówiłam szybko. – Czeka już na ciebie. Zamykałam za Witkiem drzwi, zbierałam rozrzucone przez niego rzeczy, układałam je i biegłam do pokoju. Zwykle zdążył już włączyć telewizor i usiąść przy stole. Z groźną miną mieszał łyżką w talerzu. – Co to ma być? – widziałam po jego minie, że mu nie smakuje. Zazwyczaj mu nie smakowało, choć się starałam. – Otruć mnie chcesz? Zauważałam, jak zaciska palce na brzegu talerza. Potem musiałam szybko się uchylić albo odskoczyć, kiedy talerz z zupą leciał w moją stronę. Z reguły mi się udawało. Raz tylko nie zdążyłam. – Mówiłeś, że lubisz pomidorową – próbowałam się tłumaczyć. – Pomidorową lubię. A ty co ugotowałaś? Jakieś pomyje. Zrób mi kanapki. To chyba umiesz. Biegłam do kuchni, by spełnić jego życzenie. – I posprzątaj ten chlew. – wołał za mną. Robiłam kanapki, starając się, by wyglądały ładnie. Witek lubił ładnie podane jedzenie. Zanosiłam mężowi kolację, po czym brałam się za wycieranie rozlanej zupy i zebranie potłuczonego talerza. Wciąż musiałam kupować nowe naczynia. Jestem młodsza od męża i wtedy jeszcze nie umiałam wielu rzeczy. Dopiero uczyłam się gotować, sprzątać, prać, prasować. Witek miał powody, żeby się złościć. Chyba żaden mąż nie zniósłby spokojnie myśli, że ożenił się z kobietą, która nie umie zadbać o dom. O dom, na który on zarabiał. Jak to mówią: mężowy chleb, mężowa wola. Kiedy już Witek zjadł, kładł się spać. Cieszyłam się wtedy, że jest już w domu, że dotarł bezpiecznie. Z ulgą zmywałam naczynia, sprzątałam pokój, wietrzyłam go, żeby nie śmierdział alkoholem. Potem kładłam się obok Witka w naszej sypialni i patrzyłam na jego zmęczoną, czerwoną twarz. Czasami głaskałam ją delikatnie, z czułością. Mój mąż. Mój ukochany. Już był w domu, tuż obok, już nie byłam sama. Kiedy przez sen mnie przytulił, nie posiadałam się ze szczęścia. Brakowało mi jego silnych ramion, poczucia bezpieczeństwa, pewności, że wszystko jest dobrze. Kiedy leżałam przytulona do niego, od razu się uspokajałam. Nie przeszkadzało mi, że śpi w ubraniu, że śmierdzi. Najważniejsze, że go miałam, że miałam dla kogo żyć i się starać. Tak było kiedyś. Z czasem przestałam się tak denerwować jego nocnymi powrotami. Wiedziałam, że prędzej czy później wróci. Może przyprowadzą go koledzy, może przyjdzie sam, albo zadzwoni nazajutrz, żeby odebrać go z Izby Wytrzeźwień. Tęskniłam, kiedy go nie było. Siedziałam przy oknie i wpatrywałam się w ulicę. Już się nie denerwowałam. Może odczuwałam lekki niepokój o to, czy nic mu się nie stało, ale się nie denerwowałam. Nie mogłam, bo nosiłam pod sercem nasze dziecko. Owoc naszej miłości. Siedziałam przy oknie, gładziłam brzuch i przemawiałam do niego. Wyobrażałam sobie, jak Witek wraca po pracy do domu, jest popołudnie, razem jemy obiad, a potem idziemy na spacer z naszym maleństwem. – Tatuś na pewno cię pokocha – zapewniałam je. – I wtedy się zmieni. Zacznie przynosić do domu więcej pieniędzy. Kupimy ci śliczne ubranka, wózek, urządzimy pokoik... Żyłam marzeniami o naszej wspólnej szczęśliwej przyszłości. Witek też się cieszył. – To będzie syn – mówił, gdy wracał późnym wieczorem do domu. – Drugiej głupiej baby nie zniosę. Zawiodłam go. Kiedy urodziła się Iwonka, nawet nie odebrał nas ze szpitala. Rozumiałam to, znowu coś zrobiłam źle, nie tak, jak oczekiwał. Ze szpitala przywiozła nas moja mama. Miałam nadzieję, że za kilka dni przejdzie mu złość. Nie przeszła. Nie mogłam mieć do niego żalu. Chciał syna, a ja urodziłam mu córkę. – Chciałaś dziecko, to sobie radź sama – słyszałam, kiedy prosiłam go o pieniądze. Zwykle po powrocie do domu zjadał to, co przygotowałam, i szedł spać. Wtedy czasami zdobywałam się na odwagę i wyciągałam mu z kieszeni jakieś drobne. Nie za dużo. Tyle, żeby starczyło na kilka dni. Kiedyś wzięłam więcej i Witek się wściekł, że go okradam. Iwonka rosła szybko, na szczęście moja mama się nią zajęła i mogłam iść do pracy. Nie zarabiałam wiele, ale jakoś wiązałam koniec z końcem. Może byłoby łatwiej, gdybym nie musiała spłacać długów Witka. No ale jestem jego żoną i muszę płacić. Moje miejsce jest przy mężu, na dobre i na złe Siedzę przy oknie i patrzę, czy mój mąż już wraca... Od pewnego czasu jest bardzo podejrzliwy. – Kto tam wie, czy ty do roboty chodzisz, czy spotykasz się z jakimiś gachami – mówi często. Rozumiem te obawy. Kolegę, z którym pił, zostawiła żona. Najpierw zaczęła nasyłać na niego policję, potem się z nim rozwiodła, a na koniec wyrzuciła go z mieszkania. Wituś pewnie martwi się, czy nie zrobię tego samego. Nie zrobię. – Jak wytniesz mi taki numer, to cię zabiję – powiedział mi niedawno. Był wtedy bardzo zdenerwowany. Długo w nocy tuliłam go i zapewniałam, że nigdy nie zostawię. Nie mogłabym. Nie umiałabym...– Sama nie dasz sobie rady– powiedział. – Za głupia jesteś. Wiem o tym. Nawet nie miałabym dokąd pójść. Do rodziców nie mogę, bo mama musi się teraz opiekować ojcem. Po latach picia utracił częściowo wzrok. Rodzice zawsze powtarzali mi, że mąż i żona powinni trzymać się razem, choćby nie wiem co. No to się trzymam Witka. Jest moim mężem, przysięgałam mu przed ołtarzem, a co Bóg złączył, człowiek nie ma prawa rozłączyć. A brudy trzeba prać we własnym domu, nie wywlekać na światło dzienne. To też słyszałam. Rozmowa z nieznajomym terapeutą to żadne wywlekanie. Nie zna mnie, nie wie, kim jestem, nie zdradzi moich sekretów. Wpatruję się w ulicę. Mógłby już wrócić do domu. Chciałabym się położyć spać, bo rano muszę wstać wcześnie do pracy, a zawsze po jego powrocie mam coś do roboty. Wczoraj sprzątałam do pierwszej w nocy, bo Witek zwymiotował na dywan. A to pytanie terapeutki... Próbuję sobie na nie odpowiedzieć. „Czy kocham go jeszcze?”. Spoglądam przez okno. Jest. Idzie. Czuję niepokój i podekscytowanie na widok zataczającego się męża. Ręce zaczynają mi drżeć, kiedy nalewam zupę. Zaraz będzie w domu. Zje, położy się, a ja wtulę się w jego ramiona. Tak, kocham go. Gdybym nie kochała, byłabym wolna, mogłabym odejść. A tak... A może to strach mnie przy nim trzyma? Więcej listów do redakcji:„Powiedziałem żonie: »Sorry skarbie, ale nasz czas minął« i odszedłem do młodej kochanki. Chciałem poczuć, że żyjꔄWybaczyłam mężowi seks ze stażystką, bo każda zdrada ma swoją przyczynę. Ja też byłam winna, że poszedł do innej”„Nie odeszła do kochanka, ale dlatego, że coś się skończyło... To bardziej boli niż zdrada” data publikacji: 08:15 ten tekst przeczytasz w 6 minut Scenariusz niczym z filmu "Kiedy mężczyzna kocha kobietę", w którym mąż trwa do końca przy żonie alkoholiczce, w życiu niestety się nie sprawdza. Kobiety zostają z alkoholikami, a mężczyźni, których partnerki piją, bardzo szybko się poddają, pakują walizki i dają nogę. Potwierdził to tegoroczny raport "Alkohol i zdrowie" przygotowany na zlecenie Kongresu Amerykańskiego. Polscy terapeuci mówią, że do identycznych wniosków dochodzą obserwując związki pacjentek nadużywających alkoholu. Dlaczego tak się dzieje? Kamira / Shutterstock Potrzebujesz porady? Umów e-wizytę 459 lekarzy teraz online Mars i Wenus Na dobre i złe Serce i oczy Razem i osobno My i ja Tekst został opublikowany w sierpniu 2017 r. Statystki pokazują, że to kobiety częściej trwają przy pijącym mężu. Większość panów odchodzi od pijących partnerek Kobiety, które żyją pod jednym dachem z alkoholikiem, często wierzą, że uda im się sprawić, że mąż przestanie pić. Panowie rzadko podejmują próbę naprawy sytuacji i wolą odejść Zdaniem specjalistów za postawę kobiet odpowiada wychowanie i przekonanie, że "kobieta powinna nieść swój krzyż" Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet. Statystyki pokazują jedno: 9 na 10 żon alkoholików trwa u boku mężów. Natomiast 9 na 10 mężów alkoholiczek zostawia uzależnione żony. Większość z nas w pierwszej chwili zareaguje oburzeniem i refleksją: kobiety to życiowe siłaczki, kochające mimo wszystko, a oni dla bycia razem muszą mieć konkretne powody. Jakie? Główny to tzw. "zgodność towaru z umową" a to znaczy, że żeniąc się z tobą, nie kupił kota w worku i dobrze wiedział, w co się pakuje. Szukał kobiety podobnej do własnej matki – wrażliwej, opiekuńczej i zaradnej. Atrakcyjnej, bogini domowego ogniska, która ugotuje obiad, wyprasuje koszulę i zagwarantuje reprodukcyjny sukces. I nawet jeśli mężczyzna przestanie ją kochać, to będzie trwać u jej boku. Opuści tylko w stanie wyższej konieczności, czyli kiedy ona przyprawi mu rogi lub przestanie być tym, kim była... Ale zaraz, zaraz... zanim przypniemy mężczyznom łatkę bezdusznych drani. Pozwólmy im się wytłumaczyć... Przecież żonom alkoholików radzimy: „odejdź!”. Mówimy: "rzuć go kochanie, on nigdy się nie zmieni". W takim razie, dlaczego mężom alkoholiczek rekomendujemy "zostań" i suszymy głowę w momencie "małżeńskiej dezercji"? Być może mężczyznami wcale nie kieruje egoizm, tylko głos rozsądku? Ile kobiet żyjących w matni uzależnienia jest współuzależnionych? Nie twierdzę, że 9/10, ale część. I paradoksalnie chroniąc męża-alkoholika stwarzają mu komfortowe warunki do picia. Mars i Wenus Dlaczego współuzależnienie uznaje się za chorobę "żon alkoholików", a nie "mężów alkoholiczek". Tym bardziej że ich portret wcale nie jest tak jednoznaczny, jak mogłoby się wydawać. O współuzależnieniu nie przesądza rodzinny skrypt – statystyki pokazują, że tylko połowa współuzależnionych wychowała się w rodzinach, w których nadużywano alkoholu. Podobnie nie wszystkie charakteryzuje niskie poczucie własnej wartości, rozmyte granice tolerancji, brak zaufania do siebie i innych czy silna potrzeba kontroli. Niektóre z żon alkoholików są niezależne życiowo i finansowo, a mimo to latami żyją w matni uzależnienia. To pokazuje, że teoria płci Mars/Wenus niekoniecznie jest pisana palcem na wodzie. Na dobre i złe Dlaczego mężczyźni wiedzą, kiedy powiedzieć stop, a kobiety zapomniały, że takie słowo istnieje w słowniku. Zacznijmy od słów przysięgi małżeńskiej. Panie mają słabość do kościelnego "nie opuszczę Cię aż do śmierci", a panom zdecydowanie bliższa jest wersja: "uczynię, wszystko, żeby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe". Jak podkreśla psycholog Katarzyna Kucewicz: Męskie "na dobre i na złe", oznacza w domyśle: dopóki "źle" tak bardzo mi nie przeszkadza. Zarówno eksperymenty naukowe, jak i moja wiedza oparta na doświadczeniu w pracy terapeutycznej z parami potwierdzają, że wielu panów za priorytet w życiu uznaje własną wygodę i legendarny już męski "święty spokój". Nawet jeśli w relacji pojawi się ta trzecia, to mężczyzna prędzej zostanie z żoną niż z kobietą, z którą zdradza. Ale w chwili, kiedy jego „święty spokój” zostanie w znacznym stopniu naruszony, to zdecydowanie szybciej wycofa się z relacji. Nie zapominajmy, że żona alkoholiczka wymaga opieki i wzbudza bezradność. Może wywoływać wiele uczuć – od agresji i złości, po smutek i poczucie beznadziei. Serce i oczy Podobno mężczyzna coraz bardziej kocha kobietę, która go pociąga, a kobietę coraz bardziej pociąga mężczyzna, którego kocha. I to w pewnym sensie tłumaczy, dlaczego syndrom współuzależnienia częściej dotyczy kobiet. Nawet po latach w bełkoczącym alkoholiku widzimy Stefana z II b, który kupował nam rurki z kremem lub Zenka z I roku, który wytatuował sobie nasze imię na ramieniu. Kobiety kochają i wybaczają. Mówią: Pije, ale to dobry chłop... Ściągają męża z ulicy, kładą do łózka, a rano podają śniadanie i odwożą do pracy. Mózg mężczyzn, mimo wszystko działa inaczej. Wspomnienie o kobiecie to za mało, żeby ich zatrzymać. Niestety, powiedzenie "co z oczu to z serca" sprawdza się w 100 proc. – Alkohol odpala wiele ukrytych frustracji i pozwala wyładować je przy mężu. Kobiety pijące są często agresywne, emocjonalnie niedostępne, zimne i pełne pretensji. Z czasem przestają być atrakcyjne. Mogą własnym zachowaniem i nie dbaniem o siebie totalnie zniechęcić partnera i sprawić, że zacznie rozglądać się za kimś innym. Tak jak kobieta potrzebuje być przede wszystkim wysłuchana, tak mężczyzna potrzebuje być docenianym, chwalonym i podziwianym. Jeśli ona kieruje uwagę na alkohol, a nie jego, za nic ma walkę o własne zdrowie – to przestaje być w końcu dla niego obiektem – komentuje psycholog. Razem i osobno Wróćmy na chwilę na do kina. W jednej z ostatnich scen filmu "Kiedy mężczyzna kocha kobietę" Michael przyznaje, że nie umiał pomóc uzależnionej żonie. A Alice odpowiada, że to nigdy nie była jego rola. To wcale nie znaczy, że jedynym, słusznym wyjściem jest wziąć nogi za pas, ale trwanie obok latami wcale nie jest lepszym rozwiązaniem. Przypadki ponownego powrotu do czynnego uzależnienia zdarzają się nawet po 12, 19 czy 25 latach utrzymywania abstynencji! Czy to znaczy, że lepiej ewakuować się ze "związków wysokiego ryzyka"? Jak podkreśla psycholog Katarzyna, każdą sytuację należy rozpatrywać indywidualnie. – Jeśli alkoholik chce się leczyć, to dobrze jest trwać. Oparcie to nieoceniona pomoc. Ale jeśli pije pomimo próśb i gróźb, pomimo rozmów i błagań to sam podejmuje decyzje. Wybiera piwo, a nie męża, piwo, a nie dzieci, piwo, a nie karierę. Charakterystyczna dla współuzależnionych postawa "muszę poświecić życie dla drugiej osoby" jest niewłaściwa i toksyczna. Przez nią cierpi nie tylko para, ale i dzieci. Dzieci, które często marzą o tym, żeby współuzależniony rodzic "coś zrobił" i przeżywają traumę, za każdym razem, kiedy picie uchodzi na sucho. W moim gabinecie nie raz spotkałam się z DDA, którzy marzyli, że drugi rodzic ochroni ich przed uzależnionym. Zabierze, oddzieli i zakończy gehennę. Byli rozczarowani, wręcz straumatyzowani tym, że pomimo zdemoralizowanych zachowań uzależnionego rodzica latami tkwili w bagnie – mówi. My i ja Być może od kwestii, dlaczego współuzależnienie jest "chorobą żon", a nie mężów, ważniejsze jest pytanie, czy będzie tak zawsze? Czy kobiety w drodze emancypacji tak jak mężczyźni zaczną stawiać siebie na pierwszym miejscu? I zrozumieją, że do roli "Matki Polki" nie są przypisane raz na zawsze. – Chciałabym, żeby tak było, ale niestety w naszym społeczeństwie kobietę sprowadzono do męczennicy, która ma "nieść swój krzyż". Takiego wybrałaś, to teraz masz – mówią matki moich współuzależnionych pacjentek. Na szczęście coraz większa dostępność do terapii sprawia, że w całej dyskusji pojawia się jeszcze nasz terapeutyczny głos, który mówi "żadnego krzyża nie musisz nieść. Zdejmiesz go, kiedy zechcesz i ja ci w tym pomogę" – dodaje psycholog. Identyczne wyniki przyniósł raport "Alkohol i zdrowie", który przeprowadzono dla Kongresu Amerykańskiego w 1995 r. Potwierdzał on, że mężczyźni odchodzą od partnerek alkoholiczek, a kobiety w analogicznej sytuacji zostają z pijącymi partnerami. Przeczytaj także: "Gdy miałam trzy lata, mama podawała mi naparstek wódki smakowej do obiadu" "Mamy epidemię chorób odalkoholowych. Nigdy tyle nie wypiliśmy" Tak piją Polacy. Jesteśmy w czołówce spożycia alkoholu Spożycie alkoholu w Polsce Treści z serwisu mają na celu polepszenie, a nie zastąpienie, kontaktu pomiędzy Użytkownikiem Serwisu a jego lekarzem. Serwis ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Przed zastosowaniem się do porad z zakresu wiedzy specjalistycznej, w szczególności medycznych, zawartych w naszym Serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem. Administrator nie ponosi żadnych konsekwencji wynikających z wykorzystania informacji zawartych w Serwisie. Potrzebujesz konsultacji lekarskiej lub e-recepty? Wejdź na gdzie uzyskasz pomoc online - szybko, bezpiecznie i bez wychodzenia z domu. alkohol związki Upał to katorga dla serca. Kardiolog: codziennie się ważyć i uważać z piciem wody Z jednej strony czekamy z utęsknieniem na słońce, ale gdy już żar leje się z nieba, cały nasz organizm mówi basta. Serce tutaj wcale się nie wyłamuje. W takie dni... Klaudia Torchała Czy picie kawy może poprawić stan naszej wątroby? Co mówią najnowsze badania? Kawa przez długi czas traktowana była jako używka, której zbyt częste stosowanie raczej nie jest dobre dla naszego zdrowia. Jednak od jakiegoś czasu coraz więcej... Kawa przed śniadaniem? Eksperci radzą, kiedy ją pić po przebudzeniu Jest wielu zwolenników picia kawy zaraz po przebudzeniu, przed śniadaniem. Niektórzy nie wyobrażają sobie, że można inaczej rozpocząć dzień. Nie przekonują ich... Beata Michalik Ścigał się w piciu na czas. Opróżnił butelkę likieru i padł martwy Picie alkoholu na czas to bardzo niebezpieczna "zabawa", która może zakończyć się tragedią. W Republice Południowej Afryki młody mężczyzna wziął udział w... Sylwia Czerniak Organizm daje znać, że pijesz za dużo kawy. Nie przegap tych sygnałów Wielu z nas nie wyobraża sobie poranka bez filiżanki ulubionej kawy. Jednak nadmiar kofeiny może negatywne wpływać na nasz organizm. Na jakie sygnały warto... Sandra Kobuszewska Już jedna noc picia działa dramatycznie na organizm. Oto co się dzieje z mózgiem, wątrobą, żołądkiem Jedna noc intensywnego picia może prowadzić nie tylko do wystąpienia krótkoterminowych negatywnych efektów zdrowotnych, ale też do konsekwencji długoterminowych.... Marlena Kostyńska Naukowcy mają złe wieści dla amatorów piwa. "Im więcej pijesz, tym jest gorzej" Najnowsze badania prowadzone przez ekspertów z Uniwersytetu Pensylwanii podważyły wcześniejsze doniesienia i wykazały, że codzienne picie już niewielkiej ilości... Anna Górska Czy pijesz wystarczającą ilość wody? Sprawdź Nasz organizm to złożona maszyna, która do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje odpowiedniej ilości wody. To właśnie ona bierze ogromny udział w regulacji... Wygląd nosa zdradza, czy przesadzasz z alkoholem? "Nos alkoholika" świadczy nie tylko o piciu Osoby, które nadużywają alkoholu, w obiegowej opinii mają często czerwony nos, który jest opuchnięty i pokryty zgrubiałymi nierównościami. "Nos alkoholika" został... Sylwia Czerniak Jak ograniczyć alkohol? Siedem wskazówek, żeby pić mniej Uświadomienie sobie problemu związanego z nadmiernym spożywaniem alkoholu jest pierwszym i najważniejszym etapem ku poprawie jakości swojego życia. Wiele... Karolina Gomoła